Indianie Stanów Zjednoczonych a środowisko naturalne (od czasów najdawniejszych do lat siedemdziesiątych XX wieku)

Początki indiańskiej ekologii

Jak już zostało wspomniane wcześniej Indianie z różnych plemion zaczęli dostrzegać, że człowiek dysponujący odpowiednią technologią jest w stanie uczynić w środowisku szkodliwe zmiany, obserwując działalność gospodarczą białych osadników. Zjawisko to zaczęło być szczególnie wyraziste w wieku XIX. W pierwszej połowie tego stulecia ukształtowały się granice państw położonych na kontynencie amerykańskim. W okresie tym rozpoczęła się również kolonizacja ostatnich wolnych od cywilizacji zachodniej połaci kontynentu amerykańskiego, która przybrała na sile po 1850 roku, kiedy to do Ameryki zaczęły przybywać masy spragnionych lepszego życia emigrantów z Europy. Wiek dziewiętnasty w historii cywilizacji zachodniej charakteryzował się szybkim i dynamicznym rozwojem przemysłu, wzrostem demograficznym i ideami poznawania i zdobywania dotąd nieopanowanych obszarów ziemi. Poszukujący przestrzeni życiowej osadnicy, dysponujący nowoczesnymi technologiami zaczęli w dużej mierze osiedlać się na terenach do tej pory uważanych za „wielką amerykańską pustynię”. Kraina zamieszkana przez plemiona indiańskie prowadzące tradycyjny styl życia, przez którą wiodły do tej pory tylko szlaki osadników zmierzających do m.in. Kalifornii i Oregonu stała się obiektem pożądania nowych rzesz kolonistów uzbrojonych w technologiczne i ideologiczne osiągnięcia czasów, w których przyszło im żyć. Zabijano bizony, prerie przekształcano w pola uprawne, tubylców zamykano w rezerwatach, a budując kopalnie dewastowano ich święte miejsca, wycinano lasy, zakładano miasta. Na Indian patrzono jak na intruzów wykorzystujących tylko cząstkę możliwości jakie stwarzało zamieszkane przez nich otoczenie, starających się wstrzymać pochód cywilizacji. Zmiany w środowisku naturalnym były szokujące dla Indian, którzy uważali do tej pory, że przyroda jest niezmienna. Broniąc się przed zagładą, zamknięciem w rezerwatach i zmianą trybu życia na niechciany, podobny do najeźdźców, podejmowali zbrojną walkę ale także z nimi polemizowali. Przytaczając argumenty zwracali uwagę na różnice pomiędzy obiema kulturami. Obserwując postępowanie białych wytykali im ich zły wpływ na środowisko naturalne jednocześnie podkreślając własny, nieszkodliwy dla przyrody stosunek. Przeciwstawiali pozytywne cechy swoich kultur degradującemu środowisko postępowaniu przybyszów, często przestrzegając przed zgubnymi dla wszystkich ludzi skutkami tego działania. Oto fragment wiersza Smohalli, przywódcy religijnego z plemienia Nez Perce żyjącego na przełomie XIX i XX wieku:

Prosicie mnie bym orał ziemię.
Czyż mogę wziąć nóż i rozciąć pierś mojej matki?
Wtedy, gdy umrę,
Nie przyjmie mnie w swoje objęcia na spoczynek.
Prosicie mnie, bym wykopywał kamienie.
Czyż mogę szukać kości pod jej skórą?
Wtedy gdy umrę,
Nie będę mógł wejść w jej ciało, aby się odrodzić.
Prosicie mnie bym ścinał trawę na siano,
Sprzedawał je i był bogaty jak biali ludzie.
Ale jak mógłbym obcinać włosy swej matki?
To złe prawo i mój lud nie będzie go przestrzegać.

Pomimo, że tego typu sformułowania miały podtekst pomlityczny, były argumentami w dyskusjach z władzami amerykańskimi, niewątpliwie wyrażały głęboką troskę o zamieszkane krainy, do których Indianie byli w sposób szczególny przywiązani. Indianie nie będąc zaślepionymi potęgą cywilizacji przemysłowej, dostrzegli na długo przed Amerykanami i Europejczykami jej zgubny wpływ na przyrodę, a tym samym zagrożenie dla życia ludzi. Pod koniec XIX wieku plemiona indiańskie albo wyginęły albo z poważnie uszczuplonym stanem osobowym zostały umieszczone w rezerwatach. Liczba Indian mieszkających w tym okresie w Stanach Zjednoczonych wynosiła niewiele ponad 240 tysięcy. Mimo iż powszechnie sądzono wtedy, że wymarcie Indian to tylko kwestia nieodległej przyszłości, pojawiły się wśród nich inicjatywy mające na celu świadomą ochronę zasobów naturalnych środowiska. Pod koniec XIX wieku pojedynczy Indianie, ale także niektórzy amerykańscy farmerzy, zaczęli hodować pojedyncze sztuki bizonów w obrębie swoich posiadłości. Wszystko w tym czasie wskazywało na to, że jest to gatunek skazany na zagładę. Około 1860 roku szacowano ilość bizonów na ok. dziesięć milionów, a w 1900 roku było ich już tylko około 200 w USA i 250 w Kanadzie. Około trzydziestu sztuk przebywało także w amerykańskich ogrodach zoologicznych. Spadek populacji tych zwierząt spowodowany był ich masowym wybijaniem w celu pozbawienia nie chcących się podporządkować tubylców zapasów żywności. Po wymyśleniu nowych technologii przerobu skór niczym nieskrępowane rzezie bizonów odbywały się także w celu pozyskania tego surowca. W pierwszej połowie XX wieku władze USA zabraniały praktykowania tradycyjnych wierzeń i zwyczajów jednocześnie nakazując Indianom życie według wzorców amerykańskich. Mimo restrykcji wiele zwyczajów przetrwało. Zanikać zaczęły natomiast praktyki odnoszące się do dziedzin życia, które bezpowrotnie przeminęły. Chodzi na przykład o prowadzenie wojen czy polowania. Taniec bizona nie był już odprawiany jako modlitwa i ofiara w celu uzyskania mięsa jako pokarmu tylko przetrwał jako swego rodzaju pamiątka prezentowana na różnego rodzaju pokazach. W pierwszej połowie XX wieku Indianie nie byli nawet ekologami nieświadomymi. Najczęściej umieszczeni w rezerwatach położonych poza ich rodzimymi ziemiami, a przede wszystkim oderwani od tradycyjnego sposobu życia w sposób naturalny zaprzestali odprawiania większości obrzędów. Kultywowano jedynie zwyczaje – jeżeli były zakazane to w tajemnicy przed władzami - związane z tymi aspektami życia, które nie zmieniły się mimo gruntownego przekształcenia trybu życia (na przykład zwyczaje związane z narodzinami dziecka).