Indianie Stanów Zjednoczonych a środowisko naturalne (od czasów najdawniejszych do lat siedemdziesiątych XX wieku)

Lata siedemdziesiąte XX wieku

Janet McCloud (Tulalip) w zamieszczonym w 1977 roku, jesiennym „Akwesasne Notes” artykule Zranione korzenie wyzdrowieją, wskazywała na dobrodziejstwa dla ludzi, płynące z tradycyjnego sposobu życia. Pisała, że Rodowita Droga Życia to taka, która dąży do przywrócenia równowagi i harmonii ze środowiskiem. Przypominała, że w dawnych czasach ludziom nawet nie śniło się, by jakaś istota chciała mieć prawo, do posiadania na własność Matki Ziemi, a Indianie czerpali ze środowiska tylko tyle, ile potrzebowali. Przedstawiła także, nieudane próby, czynione w latach czterdziestych przez Hopiów, zwrócenia uwagi przywódców ONZ, na grożące Ziemi niebezpieczeństwa, związane z wynalezieniem broni atomowej. Chciała w ten sposób, unaocznić, jak mocno troszczą się o Ziemię rdzenni mieszkańcy Ameryki.

W powstających tekstach, podkreślano różnice między interpretacją pojęcia Matki Ziemi przez Amerykanów i zachodnich Europejczyków a Indian. Według Jimmiego S. Begaya (Nawaho), wszyscy ludzie wywodzą się z Ziemi i po śmierci do niej wracają. Uważał też, że biali takie określenia jak Matka Natura czy Matka Ziemia, wplatają między poetyckie metafory i przyrównują je, do matek biologicznych. Tymczasem Nawahowie i pozostali amerykańscy Indianie, traktują swoją rodzicielkę, jako najbliższą im istotę, pamiętając jednocześnie, że jest ona taka sama jak prawdziwa matka czyli Ziemia. Pisał dalej, że wszystko co dzieje się w przyrodzie, jest wynikiem pokrewieństwa wszystkich istot, że Ziemia jest małżonką Nieba i z tego związku rodzą się ludzie. Biologiczne matki, są tylko bladym odbiciem sił Ziemi, a biologiczni ojcowie niewiele znaczą, w porównaniu z siłą Ojca Nieba. Chcąc podkreślić, jak mocne i silne są opisane powyżej wierzenia Nawahów i jednocześnie protestując przeciw zniekształcaniu prawdy o tubylczej duchowości, autor artykułu użył słów: Te wyobrażenia nie przekonają ludzi wychowanych na filmach Walta Disneya. Kultura masowa Ameryki osłabia religijną prawdę całego naszego kontynentu. Nie mówimy o małych pucułowatych chmurkach, gadających drzewach czy śpiewających królikach. Myślę tu o błyskawicach, o tornadach, trzęsieniach ziemi, gejzerach i sile lodowców, zamieciach śnieżnych, powodzi. Nie o królikach, nie o Bambi. Te podstawowe siły energii, które wymieniłem dają nam moc do życia. Ziemię postrzegał także, jako drgającą energię charakterystycznych dla niej sił, z których uszkodzenie jednej powoduje jej chorobę (podobnie jak u człowieka). Zachwianie tej równowagi objawia się trzęsieniami ziemi lub powodziami. Wpływ przeludnienia na kondycję Ziemi polega na nagromadzeniu w miastach nadmiernej ilości ludzi, co powoduje, że Ziemia odczuwa w tych miejscach nacisk, skrępowanie, szarpiący ból co z kolei sprawia, że cierpi. Dalej zastanawiał się Begay, po co Wielki Duch zgromadził w jednym miejscu tak dużą ilość ludzi i wnioskował, że być może po to aby, mogli być łatwiej zgładzeni. Indianie mieli też, łatwość wykorzystywania wiadomości o nowych odkryciach i wynikach badań, do argumentowania własnych teorii. We wspomnianym artykule, autor pisał, iż słyszał o badaniach psychologów i przyrodników nad dominacją jednej z półkul mózgowych nad ludzkim ciałem. Według poznanych przez niego wyników, prawa część mózgu nie rozwinęła się u amerykańskich dzieci tak dobrze, jak u indiańskich. Według niego, przewaga lewej półkuli nad prawą jest przez Nawahów nazywana dominacją sił męskich. Zachwianie to, było dla niego jeszcze jednym dowodem, że całe społeczeństwo amerykańskie znajduje się poza naturą i używa tylko połowy mocy ofiarowanej przez Wielkiego Ducha.

W owym czasie, Indianie dostrzegali w rozwijającym się postępie technologicznym, zagrożenie dla życia na Ziemi. John Mohawk (Seneka), w swoim artykule Technologia jest naszym wrogiem zamieszczonym w 1979 roku, w grudniowym wydaniu „Akwesasne Notes” opisał swoją podróż z jednym z duchowych przywódców Hopi, Thomasem Bamybeyą, który widząc sieć energetyczną niedaleko elektrowni E. Mosesa przypomniał stare proroctwo swojego ludu mówiące, że gdy będzie zbliżać się koniec świata powróci Kobieta Pająk i oplecie swą siecią świat. Był przekonany, że właśnie zobaczył tą pajęczynę. W dalszej części artykułu, jego autor opisał historię rozwoju technologii jako łańcuszka wynalazków, z których każdy kolejny miał niwelować fatalny wpływ swojego poprzednika na przyrodę. W związku z takim postrzeganiem procesu rozwoju technologii stwierdził, iż kiedy już raz wstąpiono na tą ścieżkę nie można było się z niej cofnąć. Technologię określał nie jako wsparcie człowieka, ale jako wsparcie określonej cywilizacji. Im szybciej się ona rozwija, tym szybszą powoduje degradacje środowiska naturalnego. Upadki wielkich cywilizacji widział nie w przyczynach militarno-politycznych, ale w wyczerpaniu się możliwości technologicznych, mogących naprawić wyrządzone środowisku straty. Jako przykład podał rejon Żyznego Półksiężyca, gdzie rozwinęło się rolnictwo, a jego rozwój doprowadził, że tereny te są obecnie pustyniami. Artykuł zakończył stwierdzeniem, że linie energetyczne były rzeczywiście symbolem końca świata jaki znał.

Indianie uznając drogę postępu technicznego białych ludzi za złą, wskazywali jednocześnie technologie nieszkodzące środowisku naturalnemu i negowali wybór szkodliwych, podyktowany chęciami osiągnięcia indywidualnych korzyści. W październiku 1979 roku, ukazał się w „Native Self-Sufficency” artykuł, w którym autor nazywał Słońce Naszym Starszym Bratem. Chwalił je za dawanie ciepła i opisywał jak Indianie korzystali z tego dobrodziejstwa, ogrzewając jego ciepłem domy, ciała, wodę, susząc odzież, wykorzystując do uprawy roślin, przechowywania żywności, leczenia, określania stron świata. Obrazował sposoby wyrażania za te dary wdzięczności w postaci pieśni, tańców i uroczystości na jego cześć. Wspominał, że wielu współczesnych Indian wciąż, codziennie rano i wieczorem składało Słońcu podziękowania i pozdrowienia. Zastanawiając się, dlaczego moc Słońca nie jest wykorzystywana jako bezpieczne źródło energii, doszedł do wniosku, że nie wynaleziono jeszcze sposobu czerpania zysku z jego aktywności. Opisał natomiast korzyści płynące z masowego wykorzystania energii słonecznej. Na poparcie swych słów, przekonujących, że wykorzystanie na szeroką skalę energii słonecznej jest możliwe, przytoczył przykład jaki dawała wioska Indian Papago - Schuchuli, w której cały wykorzystywany prąd pochodził z przetworzenia mocy płynącej od najbliższej Ziemi gwiazdy. W swoich wypowiedziach Indianie zwracali uwagę, że ich więź z Ziemią jest nie tylko świadoma, ale także instynktowna. W przeciwieństwie do większości zamieszkujących ją ludzi, nie uważali jej za towar, którym można dowolnie rozporządzać. Byli przekonani, że człowiek nie ma prawa jej dzielić. Chętnie w takich momentach przytaczali wypowiedzi sławnych przodków, jak na przykład wypowiedź Tecumseha (Szauni, 1768 - 1813) z 1810 roku w rozmowie z gubernatorem Terytorium Indiany, Williamem Harrisonem, w której między innym twierdził, że sprzedawać Ziemię to tak jakby handlować powietrzem lub morzami.

W jednym z numerów „Akwesasne Notes” , które ukazały się w 1977 roku, opublikowano artykuł, w którym autor pisał, iż trudno jest Indianom żyć w mieście gdyż jest tam sztuczne środowisko, rośliny rosną w skrzynkach, ptaki żyją w klatkach a ludzie chodzą do budynków z kolorowymi oknami, aby mówić do swego Stwórcy, tam gdzie gwiazdy trudno zobaczyć a fazy księżyca są bez znaczenia. Twierdził, że Stwórca wyraża się we wszystkim co stworzył, w związku z czym poznając jego drogi Indianie uczyli się od roślin, zwierząt, zmian pór roku i wiatrów. Przytoczył słowa Yeti Blue, który mówił, że Indianie nie potrzebują chrztu ani konfirmacji ani niczego innego aby uczestniczyć w swojej religii. Autor artykułu twierdził, że tradycyjne wierzenia Indian nie rozdzielają Ducha od Materii, gdyż wszystko żyje, wszystko ma świadomość, wszystko ma ducha, wszystko jest uświęcone. Według niego Ziemia jest istotą posiadającą uświęconego ducha, jest objawieniem kobiecości a jej ciało daje życie wszystkim istotom. Obowiązkiem ludzi jest szanować i kochać ją, opiekować się nią oraz pomagać jej całej rodzinie czyli swoim krewnym - zwierzętom i roślinom. Autor twierdził, że poglądy takie traktowane są często jako prymitywne i fantastyczne. Zauważał, że ludzie, którzy postępują według nich, nie dzielą Ziemi i nie sprzedają jej, nie zabraniają dostępu innym istotom do określonych jej części. Historię cywilizacji widział jako pasmo wojen między zdobywcami a krajowcami właśnie o Ziemię. Również on uważał, że dla Indian określenie Matka Ziemia jest czymś więcej, niż tylko metaforą.

W tworzonych publikacjach, nierzadko też, wzywano do powrotu na stare drogi mające uratować środowisko naturalne, a tym samym ludzi. W przedstawianych artykułach, opisywano na czym polega takie życie i jak ono wygląda u Indian. W jednym z numerów „Akwesasne Notes” wydanych w 1971 roku, ukazała się praca pod tytułem Idziemy starą drogą naszego narodu składając pozdrowienia i podziękowania. Autor zobrazował w nim, pradawny zwyczaj Irokezów dziękowania Stwórcy za dobra jakimi ich obdarzał, wyrażających w ten sposób swoją wdzięczność za nie. W dalszej części uzasadniał dlaczego tak należy postępować. Pisał, że Stwórca umieścił na Ziemi różnego rodzaju obdarzone życiem, głosem i duchami wody (kałuże, rzeki, jeziora, oceany), każąc im współpracować ze sobą. Autor dowodził, że ludzie są spokrewnieni z wodą oraz wykazywał jakie daje ona ludziom korzyści (sporządzanie pokarmu przy jej pomocy, używanie do mycia, gaszenie pragnienia). Za to wszystko, ludzie powinni być jej wdzięczni, i okazywać to. Następnie zwrócił uwagę na dobrodziejstwa płynące z użytkowania roślin, które są braćmi i siostrami ludzi. Należy dziękować im za opał i schronienie jakiego udzielają zimą, za owoce i cień w czasie upałów oraz pomoc w leczeniu chorób. Autor zwracał tez uwagę, aby podziękować wiatrom za świeże powietrze a ludziom Grzmotu za deszcz sprawiający wzrastanie roślin. Wspominał też, o podziękowaniach dla Słońca i Księżyca nazywanego Wielką Pramatką, wyznaczającą przypływy i odpływy oraz czas. Według autora, wszystkie elementy świata wypełniają swoje zadania przykazane im przez Stwórcę, mające na celu utrzymanie harmonii niezbędnej do szczęścia wszystkich istot, z wyjątkiem ludzi, którzy często zapominają o swoich obowiązkach. Autor zakończył artykuł słowami, zwracając się do tradycjonalistów: Tak więc Bracia i Siostry idziemy starą drogą naszego narodu, składając podziękowania i pozdrowienia. Mówię do was, jeśli zawsze trzymać się będziecie tej drogi to na naszej Matce Ziemi znajdzie się miejsce dla następnych pokoleń.

O ważności równowagi pisała również w opublikowanym latem 1976 roku, w „Akwesasne Notes” , artykule Gayle High Pine Harmonia prawdy. Autorka podkreślała w nim, że ludzie zapominając o specjalnych obrzędach, tańcach i śpiewach powodują chorobę Ziemi, a co za tym idzie, wszystkich żyjących na niej istot. Zaniedbywanie przykazanych obowiązków przez jeden gatunek, powoduje ujemne wpływ na wszystkie istoty. Śpiewy i tańce ofiarowane przez Indian, korygują stabilność we wszechświecie i utrzymują go w prawidłowym ruchu.

Specyficzna sytuacja społeczno polityczna Stanów Zjednoczonych lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku, była dogodnym gruntem dla powstawania różnego rodzaju tubylczych ruchów społecznych, które w swoich ideologiach łączyły pierwiastki tradycyjnych kultur indiańskich i ekologii. W 1970 roku, Indianin z plemienia Odżibua, wychowanek i uczeń swojej babki zielarki oraz dwóch wujów szamanów-uzdrawiaczy, Sun Bear (Gheezis Mokwa), zorganizował w Kalifornii Plemię Niedźwiedzi, które przeniosło się po jakimś czasie na farmę położoną w pobliżu Vision Mountain, niedaleko Spokane w stanie Waszyngton. W miejscu tym, członkowie społeczności propagowali oraz prowadzili samowystarczalne życie, a także realizowali swoje posłannictwo organizując różnego rodzaju warsztaty i zajęcia. Sun Bear w swoich naukach i wykładach (z którymi jeździł po całym świecie) przestrzegał przed zmianami zachodzącymi na Ziemi i dawał wskazówki jak je przetrwać. Zwracał uwagę uczniów i słuchaczy na zanik lasów oraz zanieczyszczanie wody. Na przykład, trzęsienia Ziemi, interpretował jako potrzebne zmiany dokonywane przez samą planetę z powodu zaniechania takowych przez ludzi. Uważał, że po oczyszczeniu się „Matki-Ziemi” nadejdzie „następny świat”. Samo przeobrażenie stwarza niekorzystne dla ludzi warunki życia, które on pomaga im swoimi naukami i wskazówkami przetrwać. Za swoje zadanie uważał szukanie i docieranie do ludzi pragnących dokonania zmian w swoim życiu i prowadzenia go w „uświęcony” sposób. Rozprzestrzenianie się swoich nauk, uważał za początek nowego świata - świata „miłości, harmonii i równowagi”. Artykuły ukazujące się na łamach czasopisma „Many Smokes” (od 1983 „Wildfire” ), którego wydawcą od 1961 roku był Sun Bear, obrazowały filozofię Plemienia Niedźwiedzi. Stwierdzano w nich konieczność nauki miłości do Ziemi i innych zamieszkujących ją istot. Twierdzono, że przeobrażając siebie, ludzie pomagają w przemianie Ziemi. Zauważano, że są ludzie, którzy w sposób naturalny kochają Ziemię natomiast inni muszą się tego uczyć. Zachęcano ludzi do szukania miejsc, w których dobrze się czują, odwiedzania ich, i dziękowania im za dobrą energię poprzez ofiarowanie tytoniu lub mąki kukurydzianej. Proponowano także połączenie się z nimi poprzez taniec i śpiew. Efektem takiego działania miało być, osiągniecie pierwszego stopnia miłości do Ziemi. Następne miały przyjść później. Za jedną z najlepszych dróg okazywania uczucia jedności Ziemi i Wielkiego Ducha uważano, odprawianie obrzędów. Opierano je na tradycyjnych rytuałach ale zaznaczano, że nie były ich kopiami. Uważano, że nowe czasy wymagały zmian także w tej dziedzinie życia. Szanowano tradycję, ale sądzono, że uczucia są ważniejsze od formy, a te wskazywały im taki właśnie kierunek podążania do celu. „Stare drogi” zostały zapamiętane w sercach wielu ludzi. Modlitwę za wszystkie istoty uważano za przywilej i obowiązek istot ludzkich. Zarzucano ludziom zbyt rzadkie zwracanie się do drzew w wyrażaniu podziwu dla ich piękna, tylko sporadyczne chwalenie ptaków za ich śpiew i głos, nieczęste podziękowania duchom wody za obfitość ich darów, brak wdzięczności dla Ziemi za utrzymywanie przy życiu. Zachęcano do wyrażania w modlitwach miłości i wdzięczności do wszelkich przejawów życia, gdyż w zamian ofiarowały one swoją pomoc. Zalecano, aby w trakcie pracy traktować rośliny, zwierzęta i minerały jako współpracowników a nie jak przedmiot obróbki.

Przytoczone przykłady indiańskiego rozumowania odnoszącego się do przyrody, niewątpliwie tkwią głęboko korzeniami w tradycyjnych poglądach, wydobywając z nich to co najbardziej zgodne jest ze współczesną ekologią. Ewoluowały od postaci różnego rodzaju praktyk religijnych i wierzeń, poprzez pierwsze próby ich wypowiedzenia i sformułowania w obliczu nieodwracalnego przekształcenia indiańskiego świata spowodowanego inwazją cywilizacji zachodniej, do pełnego rozkwitu tego co w nich najpiękniejsze w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku. W podobnej formie pielęgnowane są do dnia dzisiejszego.